Maroko, Taghazout
"I always love to lose myself into the deep of
the tranquility in the morning"
- Richard Mile -

Maroko, kraj mentalnego rozwoju

Maroko, Taghazout

Marzenia o podróżowaniu

Od dziecka marzyłam o podróżach, uwielbiam oglądać programy, które pokazywały co działo się na innych kontynentach, wierna fanka Walle’go, miałam wszystkie numery ‘Wally zwiedza świat’. Po szkole podstawowej poszłam do technikum hotelarskiego, aby choć troszeczkę być blisko tych moich podróżniczych marzeń, jednak jak to bywa na praktykach ze szkoły, częściej myłam gary niż zaglądałam do pokoi hotelowych. Jednak z tych praktyk zapamiętałam, smak czekoladowych kuleczek Nesquik z bitą śmietaną, świeże bułeczki kajzerki z sałatą i serem pleśniowym, I najważniejsze! – możliwość poznawania nowych ludzi i cudowną atmosferę. Na maturze zdawałam geografię, a później wylądowałam na studiach turystycznych… Jednak sucha teoria ochłodziła mój zapał do turystyki, a brak pieniędzy nie dawał możliwości realizacji moich marzeń. To wszystko na długo zostało uśpione z przeróżnych względów… 

Nagłe olśnienie!

Nie pamiętam dokładnego momentu olśnienia, ale to cudowne uczucie, które przywołuję do siebie bardzo często. To wewnętrzne niesamowite ciepełko i światło, które grzało mnie od środka. To był czas kiedy cieszyłam się swoim sukcesem, a dokładnie pozbyciem się swoich uciążliwych 30 kg, przeplatane huśtawkami nastroju z powodu podejmowania najtrudniejszych decyzji mojego życia. Moje serce płakało, bało się, ale jednoczenie było niesamowicie podekscytowane tym, co nowe. Przeglądałam przepiękne zdjęcia na Instagramie z różnych zakątków świata i wtedy jedna wiadomość zmieniła moje życie. Dodała mi odwagi, pokazała niesamowite perspektywy i możliwości, jednak najważniejsze w tym wszystkim było to, że ta podróż okazała się moją mentalną zmianą. 

Maroko

Maroko mnie oczarowało. To było 8 dni, podczas których przeżyłam tak wiele skrajnych emocji, od spokoju, radości, smutku, płaczu, zagubienia i wewnętrznego ukojenia. Wszystko mnie cieszyło. Wstawałam z uśmiechem na twarzy mimo, że budziłam się wcześnie rano z dźwiękami nawoływania do modlitwy, zachwycałam się prostymi śniadaniami i przepyszną marokańską herbatą z miętą, chłonęłam wszystkie zapachy, głosy codzienności, gdyż właśnie taką miałam możliwość poznania Maroka – jakie jest naprawdę, nie tylko z perspektywy turysty. 

... gdy zamykam oczy, słyszę wszystkie dźwięki Maroka, czuję intensywne, marokańskie smaki.

Mentalna zmina.

To był czas, kiedy mogłam tak mocno ‘wejść’ w siebie, posłuchać czego naprawdę pragnę, cieszyć się wszystkimi chwilami i rzeczami, które tam zobaczyłam i doświadczyłam. Czułam się tam lepiej niż w domu, ponieważ mój ‘dom’, który był na drugim kontynencie rozpadał się na tysiące kawałeczków… To był czas, kiedy mogłam odkryć siebie po tylu latach duszenia swoich prawdziwych emocji i pragnień, trzymanych na cieniutkim, niewidocznych dla innych sznureczku, kiedy na zewnątrz ‘tryskałam radością’, a w wewnątrz krzyczałam. Ta podróż i ludzie, których tam spotkałam, stanęli na mojej drodze całkiem przypadkiem, a może jednak nie przez przypadek… ?  to był najlepszy moment do zmian, abym wreszcie uwierzyła, że tak wiele mogę i na tak wiele mnie stać. Za każdym razem kiedy sobie o tym przypominam, mam gęsią skórkę na ciele, ponieważ to ogrom emocji, których nie da się opisać słowami.

Dlaczego warto pojechać do Maroka?

… Aby spróbować pysznego lokalnego jedzenia – tażin to nazwa dania, jak i glinianego naczynia, w którym przygotowuje się potrawę – generalnie jest to mięso z warzywami (od razu kupcie to naczynie, ostrzegam! – uzależnicie się od niego, ponieważ przyrządzanie w nim dań, to sama przyjemność). Aby, spróbować cudownej, marokańskiej herbaty z miętą (mogłabym ją pić litrami), wsłuchiwać się w odgłosy dnia codziennego Maroka, ludzi którzy ze sobą rozmawiają na każdym kroku i uśmiechają się do siebie. To miejsce gdzie żyje się tu i teraz, gdzie metki i marki nie mają znaczenia, a priorytety życiowe potrafią się gigantycznie zmienić, gdzie plecione koszyki dorwiecie za 12 euro, a w małych sklepikach, które są na każdym kroku kupicie herbatę, kawę, coś słodkiego, typowy marokański chlebek i żel do mycia w jednym miejscu. I to uwielbiam! Tą prostotę we wszystkim, bo ja taka jestem i tam również byłam w 100% sobą łącznie z ubraniami jakie zabrałam ze sobą z Polski. Pijcie kawę w kawiarni, jednak koniecznie na zewnątrz (krzesła są ustawiane do ulicy) aby móc cieszyć się chwilą i patrzeć na ludzi i tamtejszy świat, spróbujcie lokalnych słodyczy (baaaaardzo słodkie!), kupcie notatnik i spisujcie swoje uczucia na bieżąco, aby nic wam nie umknęło, posmakujcie soku ananasowego, ale nie w typowo turystycznych miejscach (są rozcieńczane z wodą!)

Każdego dnia tęsknię!

Similar Posts

4 Comments

  1. ..a juz lada chwila odwiedzimy to miejsce, tak żeby moc wspólnie doświadczać, smakować i karmić się chwilą <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *